
Nerissa i Katherine Bowes-Lyon: Wymazane z królewskiej krwi
W dynastiach istnieją zabite murami korytarze. Życia, które zamyka się nie tylko za drzwiami, ale poza samą opowieścią. Nerissa i Katherine Bowes-Lyon należały do tej linii cieni: dwóch kobiet, urodzonych z tej samej krwi co brytyjska korona, lecz skazanych na bycie jedynie jej niewidzialną plamą.

Nerissa urodziła się w 1919 roku, Katherine w 1926. Były siostrzenicami królowej matki, pierwszymi kuzynkami Elżbiety II. Ich "przestępstwo" nie było ani polityczne, ani moralne: było biologiczne. Urodziły się z poważnym upośledzeniem umysłowym, w czasach, które myliły niepełnosprawność z hańbą, wrażliwość z plamą. W arystokratycznej Anglii XX wieku eugenika nie była doktryną marginalną, lecz ukrytą, elegancką, milczącą myślą.
W 1941 roku zapadł wyrok. Nerissa miała dwadzieścia dwa lata, Katherine piętnaście. Zostały umieszczone w Royal Earlswood Hospital, placówce dla "umysłowo upośledzonych". Słowo to miało charakter kliniczny; rzeczywistość była więzienna. Spędziły tam prawie całe życie. Nie leczone, lecz odłożone na bok. Nie chronione, lecz ukryte.

Najbardziej przerażające nie było umieszczenie w szpitalu. To było kłamstwo!
Na zimnych stronach Burke's Peerage, biblii brytyjskiej arystokracji, Nerissa została ogłoszona zmarłą w 1940 roku. Katherine w 1961. W ten sposób zostały wymazane administracyjnie, choć nadal oddychały, były zamknięte, żywe, zapomniane. Śmierć na papierze wyprzedzała śmierć rzeczywistą. To fałszywe zgłoszenie śmierci nie było błahym pomyłką: było symbolicznym aktem anulowania. Nie istniały już dla oficjalnej historii.
Przez dziesięciolecia panowała cisza. Żadnych hołdów. Żadnych publicznych wzmianek. Żadnych fotografii. Żadnych słów. Podczas gdy monarchia prezentowała się jako strażniczka tradycji i ciągłości, dwie z jej własnych córek traktowano jak anomalie do ukrycia. Królowa matka, choć była patronką organizacji charytatywnych dla osób niepełnosprawnych, nie przerwała tej ciszy. Współczucie było publiczne; opuszczenie prywatne.
Pielęgniarki mówiły później. Opowiadały o braku wizyt, braku prezentów, braku kartek. Opowiadały o kobietach oglądających królewską telewizję, salutujących ekranowi podczas ślubów, rozpoznających w sposób zmieszany twarze związane z nimi krwią, lecz nie miłością. Ostateczna tragedia: Nerissa zmarła w 1986 roku. Nikt z rodziny nie uczestniczył w jej pogrzebie. Jej grób oznaczono jedynie numerem, jak odpad administracyjny. Kuzynka królowej sprowadzona do cyfry.

Katherine przeżyła. Długo. Zbyt długo. Widziała, jak stulecie się wali, nie wychodząc nigdy z jego cienia. Opuściła szpital dopiero w 1997 roku, kiedy został zamknięty. Zmarła w 2014 roku, po siedemdziesięciu latach wymazania.
Później niektórzy próbowali relatywizować. Mówiono o kontekście. O czasach. O niewiedzy medycznej. Ale kontekst nie usprawiedliwia kłamstwa, a epoka nie rozgrzesza celowego wymazywania. Bowiem to, co jest tu potępiane, nie jest chorobą, ona nie jest winą, lecz świadomą decyzją, by negować istnienie, by chronić wizerunek.
Ta historia nie dotyczy tylko Nerissy i Katherine. To historia monarchii, która, gdy nie potrafi włączyć słabości, poświęca ją milczeniu. Instytucji, która celebruje dziedziczenie, lecz odrzuca niepełnych spadkobierców. Królewskości, która nazywa siebie świętą, a drży przed ludzką kruchością.
Nerissa i Katherine nigdy nie były królowymi. Były czymś większym: prawdą. Złamanymi lustrami władzy, która woli legendę od prawdy. Ich zamknięte życie nadal oskarża. Ich milczenie mówi. I mówi to: korona, która nie chroni najbardziej bezbronnych ze swojej własnej krwi, jest już pęknięta.
SWSP
(Tłumaczenie z języka francuskiego)